Temat nazewnictwa ulic powraca w Lubaniu, a także w innych miastach „poniemieckich”, falami i systematycznie, praktycznie wraz z nadejściem kolejnych rad miast czy gmin.

Nie jest to jakiś nowy temat, obserwując historię Lubania dzieje się to od XIX wieku i związane jest z chęcią utrwalenia władzy, podkreślenia swojego panowania nad „zdobytym” miastem, bez względu czy zdobywcą byli Prusacy, faszyści, komuniści czy „związkowcy”. W tym sensie nazwy ulic stały się więc swoistymi łupami. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to specjalnie ważny temat dla większości mieszkańców, jednak dla grupy zainteresowanych przedstawię na ten temat swoje zdanie, oczywiście subiektywne, pewnie odmienne od stanowiska wielu „kreatywnych” osób, zdanie z pozycji miłośnika historii naszego miasta i jego tradycji. Być może znajdą się podobnie myślący, a może wręcz przeciwnie.

Fragment planu miasta z 1857 roku. Zbiory AP BolesławiecPraktycznie od zarania powstania naszego miasta po XIX wiek nazwy ulic naprawdę coś znaczyły, a więc np. związane były z obiektami przy nich położonymi (np. Bracka, Szkolna), lokalizacją ulic (np. Im Grunde – W Dole, dzisiejsza Graniczna), ich parametrami (np. Langegasse w tłum. Długa czyli dzisiejsza Wąska), cechami zawodowymi (Nożownicza, Rzeźnicza, Rybacka, Tkacka itd.), kierunkiem przebiegu (Nowogrodziecka, Zgorzelecka). Uznawano za niedopuszczalne, aby ulicę mianować nazwiskiem, nawet bardzo szanowanej i zacnej osoby, co miało swoje podstawy w tradycji chrześcijańskiej (grzech pychy). Było tak przez siedem wieków. Z XIX wieku znamy kilka nazw ulic, które wywodzą nazwy od właścicieli majątków przy nich położonych, jak Thomasgasse (Włokiennicza), Petergasse (nieistniejąca, boczna dzisiejszej Ratuszowej), Johngasse (nieistniejąca, boczna dzisiejszej Torowej) czy Sturm’sche Insel (Wyspowa).

Fragment planu wodociągów miejskich z poł. XIX wieku. Numery oznaczają numery budynków budynków, przy których znajdowały się przyłącza wodociągowe. Stan sprzed reformy numerów w Lubaniu.W początku XIX wieku Lubań został siłą przyłączony do Prus. Nowa administracja uporządkowała dotychczasową numerację budynków w mieście, nie ingerując jednak we wcześniejsze nazwy ulic, może z małymi wyjątkami jak zmiany nazw tras, którymi pędzono wcześniej bydło na wypas tj. ul. Viehweg (Bydlęca Droga) na Zeidler Str. (Izerska) czy Kűhgasse (Krowia Droga) na Vorwerk Str. (Dąbrowskiego). Tą zmianę możemy też obserwować w przejściu ze starego określenia ulic „Gasse” na nowsze „Strasse”. Wcześniej budynki w mieście miały kolejne numery, bez względu na to, na jakiej znajdowały się ulicy (numer jeden miało wójtostwo w Rynku). Administracja pruska nadała numery na nowo, odrębne dla każdej z ulic. W zasadzie dopiero po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku w mieście pojawiają się nazwy ulic, które mają na celu upamiętnienie konkretnych osób. Przy czym, aby nie naruszać miejscowej tradycji, nazwy te nadawane były wyłącznie nowym ulicom i placom. W ten sposób na tabliczkach pojawili się pruscy bohaterowie jak Friedrich Wilhelm Platz (Plac 3 Maja), Courbiere Str. (Wojska Polskiego), Bismarck Str. (Kopernika), Baron Str. (Esperantystów), Moltke Str. (Mickiewicza) czy Seeckt Str. (Słowackiego), ale i także nazwy „niezaangażowane” jak Schűtzen Str. (Strzelecka), Falk Str. (Górna, od Sokolnicza) czy Vogelsang (zniekształcona nazwa od Vogelstang czyli ptak na żerdzi, do którego strzelano). Aby upamiętnić jakąś osobę, bez ingerencji w nazewnictwo ulic, stosowano wówczas prostą metodę, ci, którzy chcieli upamiętnić jakąś osobę, budowali budynek i nadawali mu wybranego patrona, jak miało to miejsce w przypadku Adalbert-Anter Haus (dom Związku Katolickiego w miejscu dzisiejszego Inter Marche). W ten sposób skutecznie ukrócono listę takich pomysłów.

Fragment planu realizacji nowych osiedli mieszkaniowych w Lubaniu w latach 30-tych XX wieku w miejscu Os. Piast. Zbiory AP O/BolesławiecW latach 20-tych XX wieku rozpoczęto w mieście realizację różnych tanich osiedli socjalnych, jednakże w ich przypadku wstyd było nadawać im nazwy pruskich bohaterów, stąd wiele nazw neutralnych jak Linden Str. (Łąkowa), Birken Str. (M.Skłodowskiej-Curie), Mittel-Weg (Gajowa), Am Anger (Górnicza), Hoher Weg (Willowa) i wiele innych. Pierwszy typowy akt „napaści” na tradycję miał miejsce w latach 30-tych, gdy socjaliści (nacjonalistyczni) nadali na cześć szefa swojej partii nazwę Hitler Str. dzisiejszej ulicy Dolnej.

Po 1945 roku po zdobycze kultury sięgnęli kolejni socjaliści, tym razem internacjonaliści. Co ciekawe, jednak początkowo nowe władze i osadnicy starali się nazwy „neutralne” po prostu tłumaczyć na polski, a jedynie zmieniać ulice kontrowersyjne, głównie niemieckich bohaterów. Wtedy też ulicę Breiten Str. nazwano Szeroką, ul. Park Str. – Parkową (Sikorskiego), Sonnenweg Słoneczną itd. Jeszcze nie obawiano się tłumaczyć stare nazwy o niewątpliwie chrześcijańskim brzmieniu, jak Mőnchgasse na Zakonną, Nonnengasse na Św.Marii, Brűder Str. na Braterską, Kapellenberg na Kościelną, Petergasse na Św.Piotra i in. Mimo kilku błędów, zauważam, iż właśnie pierwsi osadnicy w powojennej historii Lubania najlepiej oddali kilkusetletni wydźwięk dawnych nazw ulic. Później było już tylko coraz gorzej.

 Fragment planu Lubania z ok.1947 roku. Zbiory J.KulczyckiegoPo pełnym dojściu do władzy PPR-u, a następnie PZPR-u, szybko zmieniono reguły gry. W końcu lat 40-tych w mieście pojawili się na szyldach nowi, czerwoni bohaterowie, a więc zbiorowo „bratnia” Armia Czerwona i Komuna Paryska, a dalej generalissimus Stalin, komisarz Dzierżyński, gen. Żymierski, gen. Świerczewski, Marks, Engels oraz socjaliści-cywile, jak Okrzeja, Szenwald, Piramowicz, Szymański (przypadkowo później przemianowany na Szymanowskiego), Strug czy Makarenko. Nazwisk socjalistycznych czy komunistycznych działaczy, którymi obdarzano lubańskie ulice było wielu.

Po „odwilży” Stalina zastąpiono Dąbrowskim, jednak na większe zmiany musieliśmy czekać aż do 1989 roku. Wówczas przy radzie miasta powstała komisja, która miała na celu przywrócić historyczne nazwy (m.in. należała do niej Pani Bożena Adamczyk-Pogorzelec, dyrektor Muzeum). Zadanie to zostało w większej części wykonane. W latach 1991-1992 roku podjęto przez radę Miasta stosowne uchwały. Niestety nie odważono się wówczas na zmianę niektórych fatalnych nazw, część natomiast zmieniono błędnie, w oderwaniu od prawie ośmiowiekowej historii. Pozostały nam więc na Starym Mieście takie „straszaki” jak Żymierskiego, Okrzei, Piramowicza czy Spółdzielcza, rozumiem, że chyba jako zabytki socjalizmu dla przestrogi dla potomnych. Popełniono także błędy przy nadawaniu nowych nazw, jak Husytów (czyżby w podzięce, iż husyci spalili franciszkanom pobliski klasztor i kościół ?) czy Ratuszowa, przy której nigdy nie stał ratusz.

Jednak Rada Miasta przyjęła bardzo dobrą uchwałę w lipcu 1992 roku – plan rewitalizacji Starego Miasta. Plan ten, oprócz odbudowy wielu budynków zakładał także zmianę nazewnictwa ulic. Nazwy te były ustalone przez historyków i urbanistów, którzy przygotowywali plan. Wystarczyło więc „tylko” stosować podjętą uchwałę. Niestety, nie zważając na te ustalenia, ani razu nie został on wykorzystany przez radę. Wręcz przeciwnie, jeszcze rok temu, część ulicy Granicznej zmieniono na ulicę Adalberta Antera, a w lutym 2016 roku próbowano ustalić na Starym Mieście nową nazwę dla jednego z placów.

 Fragment planu miasta z ok. 1954 roku. Zbiory J.Kulczyckiego.Istnieje pojęcie „niematerialne dobra kultury”. I takim dobrem kultury, w krajach, gdzie stosunek do kultury i zabytków jest na wyższym poziomie niż w „dzikim kraju”, jest właśnie tradycja nazewnicza ulic. Ochrona takiej tradycji ma taką samą rangę prawną jak ochrona zabytków materialnych. Proszę zwrócić uwagę na fakt, iż prawie do końca XIX wieku, nazwy ulic były neutralne, po prostu normalne, oddające różne wyżej opisane cechy, położenie itd. Nie można nagle nazwę ulicy oderwać od określonych zabytków i jej kilkusetletniej historii i nie ma różnicy czy np. Rynek zmienimy na ul. Kosmonauty Hermaszewskiego czy Kaczora Donalda, istota zmiany będzie ta sama, zniszczyliśmy jedno by utworzyć drugie. Również nie można pomiędzy historyczne nazwy wkładać nazwy zupełnie nowe, oderwane od uwarunkowań historycznych, tradycji, nawet dla nowych uliczek czy placów, bo jakby pomiędzy np. Bracką a Sędziowską wyglądał plac Myszki Miki. I moim zdaniem nie ma znaczenia czy chce to mała grupa radnych czy będzie to chciała duża grupa mieszkańców, nawet w drodze plebiscytu, zbierania podpisów, referendum, a tym bardziej czy nowym patronem będzie Bohater X czy Y. Pewnych podstawowych spraw się nie dyskutuje, a tym bardziej nie głosuje, demokracja nie może mieć wszędzie pierwszeństwa. Do tego doszli już historycy sztuki, czy po prostu historycy w nieco innych krajach, tam historyczne nazewnictwo podlega ochronie prawnej. Decyzje w tym zakresie powierza się specjalistom i tyle. Politycy, radni, po prostu, jako bardziej świadomi obywatele, powierzają decyzje historykom, a nie próbują być znawcami od wszystkiego czy próbować zdobyć głosy wyborców, godząc się na każdą zachciankę. Ale to chyba taka typowa polska przywara, że uważamy się za znawców od leczenia, sportu, muzyki, ogrodnictwa itd. itp., po to tylko aby pokazać, że też „coś” wiemy, znaczymy i możemy wiele. Potem powstają różne „kwiatki”, których nawet nie chcę tu wymieniać.

Podobne uprawnienie do ochrony niematerialnych tradycji istnieje także w Polsce. Otóż zgodnie z art. 6 ust.2 ustawy o ochronie zabytków i kultury zacytuję „Ochronie mogą podlegać nazwy geograficzne, historyczne lub tradycyjne nazwy obiektu budowlanego, placu, ulicy lub jednostki osadniczej”. Ochronę taką można wprowadzać chociażby Programie Ochrony Zabytków, a więc dokumencie zatwierdzanym przez radę gminy. I tu pozytywna informacja. Otóż nieco ponad dwa miesiące temu Rada Miasta Lubań w dniu 22 grudnia 2015 roku przyjęła Gminny Program Ochrony Zabytków Miasta Lubań. Istnieje w nim rozdział „Niematerialne dziedzictwo kulturowe”, w którym położono nacisk m.in. na ochronę tradycyjnego nazewnictwa ulic. Rajcy miejscy uchwalając ten program podpisali się więc pod jego treścią m.in. pod zdaniem „ Dlatego też wskazane jest, aby Stare Miasto było obszarem szczególnie chronionym i wolnym od nowego nazewnictwa wprowadzanego przez radę miasta, z dopuszczeniem wyłącznie przywracania historycznych nazw ulic.”

Uważam, iż podobnie jak w początku lat 90-tych XX wieku, problem nazewnictwa ulic powinien zostać przez rajców powierzony niezależnej komisji, w której powinno być jak najmniej polityków i radnych, no chyba, że są tacy, co mają pojęcie o historii Lubania. Powinno to uchronić miasto przed pokusami, które kiedyś i współcześnie czyhają na zarządzających miastem, aby skorzystać ze swej władzy. Jak pokazuje historia, niestety władza potrafi najbardziej zamieszać i wykorzystać swoje uprawnienia, kosztem kultury, kłaniając się to temu, to tamtemu lub po prostu popełniając błędy z braku odpowiedniej wiedzy historycznej, wywracając kilkusetletnią historię do góry nogami. Trochę mi to kręci rewolucjami i bolszewizmem, ale to tak na marginesie. Oczywiście, niektórzy mogą mówić w przekonaniu o swojej nieomylności, że „my wiemy lepiej”, „jesteśmy mądrzejsi”, historia jednakże ostatniego stulecia wyraźnie pokazała, iż tak naprawdę, to w tej dziedzinie „lepiej” to już było, a wskutek właśnie nieodpowiedzialnego mieszania w nazewnictwie ulic Starego Miasta (i kilku innych średniowiecznych uliczek) mamy po prostu bałagan i wciąż nowe pomysły „usprawniające”. Później przychodzą kolejni „zarządzający” i również uważają, że są mądrzejsi niż ich poprzednicy i opiat będą znów wszystko wywracać. Czemu przez osiemset lat nie było takich dylematów? Nadawanie nazw ulic na cześć różnych osób jest tematem wrażliwym i najlepiej go unikać, czasem po wielu latach wychodzą na jaw fakty i zdarzenia, które dyskredytują daną osobę (choćby TW Bolek czy TW Delegat). I podejmując decyzje w tego typu kwestiach w przypadku ulic czy obszarów o utrwalonej historii uważam, iż każdy powinien najpierw zadać sobie pytanie – czy wiem czym jest ochrona kultury, zabytków? Nie można robić zgliszcz z kilkusetletniej historii, by na nich odcisnąć nowe, swoje piętno, bo przecież jakie to próżne. I nie ma tu moim zdaniem znaczenia kto, z jakich przyczyn, ilu jest za zmianą historycznych nazw ulic, ważne by nie było w ogóle takich pomysłów, bo nie wiadomo co kiedyś komuś przyjdzie do głowy. Uważam, że w tym przypadku utrzymanie kilkusetletniego status quo jest prawdziwym wyzwaniem i testem na szanowanie Lubania i jego mieszkańców, byłych, obecnych i przyszłych.

 

Tomasz Bernacki - naszeluzyce.pl