Drukarnia Goldammerów

Tools

Drukarnia Goldammer LaubanW 1876 roku, dwudziestoczteroletni syn leśnika Carl Valentin Goldammer opuścił rodzinną Grossböhla obok Dahlen w Saksonii i przeniósł się do Lubania, gdzie rozpoczął pracę jako urzędnik w tkalni mechanicznej J.G. Queissera. Zaledwie cztery lata później, 1 kwietnia 1880 roku, kupił budynek położony przy „Am Graben 9” (obecnie ul. Staszica) wraz z małą drukarnią Rudolfa Fendlera. Jeszcze tego samego roku ożenił się z Olgą, 31 - letnią córką poprzedniego właściciela. Z tego małżeństwa urodziło się dwoje dzieci - syn i córka.

Drukarnia Fendlera bazowała na kilku prasach ręcznych drukujących głównie etykiety dla lubańskich tkalni chusteczek, a także etykiety i niezbędne druki dla ówczesnych dziewięciu firm włókienniczych. Nadruki na worki i opakowania wykonywane w zakładzie przy „Am Graben” stały się zalążkiem „Etikettenfabrik Carl Goldammer” - znanej szeroko lubańskiej drukarni obsługującej przed II wojną światową ponad 100 firm producenckich zatrudniających ponad 6000 pracowników, wysyłających na cały świat dwa miliony worków tygodniowo. Na terenie powiatu lubańskiego nakład gazety rozwożony był samochodami dostawczymi marki Opel. Długoletnimi szoferami byli Rosjat i Stahr.Kierowca Rosjat przy dostawczym Oplu.

Oczywiście stary zakład, jak i później nowy, zaspokajał potrzeby wielu innych firm powiatu lubańskiego. Do najważniejszych należały kamieniołomy bazaltu, liczne lokalne kopalnie węgla brunatnego i największe zakłady meblowe w niedalekiej Olszynie. Wykonywano też nadruki dla mniejszych odbiorców, w tym lokalnego handlu.

Rok 1880 był dla Carla Goldammera niejako podwójnym jubileuszem - była to data rozpoczęcia działalności (1 kwietnia) i ukazania się 15 listopada pierwszego numeru liberalnej gazety „Laubaner Tageblatt”. 600 odbiorców w Lubaniu, liczącego wówczas ok. 10 tys. mieszkańców, otrzymało pierwszy numer bezpłatnie. W tym czasie w mieście ukazywały się dwie gazety: „Laubaner Anzeiger” i „Laubaner Zeitung”.

Przez pierwszych 14 dni „Laubaner Tageblatt” ukazywał się w małym formacie, aby 1 grudnia, wbrew zdaniom malkontentów, pojawić się w dużym formacie. Pół roku później - 1 kwietnia 1881 roku, liczba odbiorców urosła do 1300. Tego dnia w numerze po raz pierwszy ukazał się stały później dodatek: „Das kleine Daheim”, a od 4 kwietnia kolejny - „Der Haus - und Gartenfreund”. Oba dodatki, z czasem w zmienionej postaci, przetrwały do końca lat trzydziestych.

Carl Valentin Goldamer.Zachęcony szybkim wzrostem zainteresowania, bo numer z 5 kwietnia 1883 roku znalazł już 2628 odbiorców, Carl Goldammer podjął swoją decyzję życia i przy Poststrasse wybudował duży przestronny budynek nowego zakładu, wraz z rodzinną rezydencją. Pierwotna siedziba została po uruchomieniu nowego zakładu początkowo wynajęta, a w roku 1913 zlikwidowana. O sukcesie najlepiej świadczą liczby. Na 10-lecie zakładu (1890 r.) sprzedawano 3.800 numerów, aby 1 czerwca 1895 roku rozprowadzać już 4.300. Zarówno w starym zakładzie, jak i początkowo w nowym, oświetlenie i napęd był gazowy. Postęp industrializacyjny wymusił nowe technologie i media, i tak od 1896 roku wprowadzono zasilanie elektryczne, co przyspieszyło rozwój przedsiębiorstwa.

Gazeta Laubaner TageblattRok 1900 przyniósł dalszy postęp. Liczba odbiorców wzrosła do 5.000, a przyczyniła się do tego nowa maszyna rotacyjna, która w ciągu pół godziny drukowała nakład, którego druk wcześniej zajmował wiele godzin. Był to poważny krok do przodu. Niebawem, w sierpniu 1900 roku, zainstalowano nowe urządzenie do mechanicznego składu tekstu, co zwiększyło szybkość pracy, jednocześnie obniżając znacznie koszty. Od 1906 roku zakład był kompletnie zelektryfikowany, a silnik gazowy stanowił rezerwę produkcyjną. Początkowo drukowano etykiety, następnie różnego rodzaju druki, z dużym sukcesem gazetę, nie zapominając o litografii i kompletnych książkach. Pomimo aspiracji zawodowych drukarnia Carla Goldammera obsługiwała w dużej mierze hurtowników piwa małych i średnich saksońskich browarów.

W 1912 uruchomiono dwie nowe sale produkcyjne w dobudowanej z tyłu części budynku. Stało się to za sprawą usprawnienia procesu technologicznego, bez konieczności przenoszenia ciężkich maszyn. Tym samym w starej części budynku pozostały hale z maszynami do druku metodą litograficzną, bindownice i prasy, natomiast w nowych pomieszczeniach stanęły urządzenia do druku gazet i książek. W tym czasie pojawił się drukarski epokowy wynalazek - druk offsetowy.

Oczywiście drukarnia Goldammera natychmiast zakupiła maszynę i w 1913 roku jako jedna z pierwszych wdrożyła nową technologię. Szybko ta nowelizacja zwiększyła moc przerobową i obniżyła koszty druku. W tym czasie lubański zakład przyjmował zamówienia z terenu całej Rzeszy, a lokalny „Laubaner Tageblatt” z miesięcznym nakładem 8000 egz. w 1914 roku był największym dziennikiem w okręgu lubańskim.

Wybuch I wojny światowej całkowicie zahamował rozwój gospodarki niemieckiej, co również przełożyło się na kondycję drukarni. Potrzeby frontu z czasem rozmontowały zgrany zespół. Maszyny do druku litograficznego i offsetowego w większości stały nieużywane pomimo to gazeta ukazywała się codziennie, głównie za sprawą pracy właściciela i najstarszych pracowników. Do tego nastąpiły ciężkie czasy reglamentacji wszystkich surowców i ograniczeń w dostawach prądu. Firma funkcjonowała dzięki pomocy finansowej i pracy społecznej.

Carl Friedrich Goldammer - syn założyciela zakładuUpadek imperium niemieckiego w 1918 roku zmusił „Laubaner Tageblatt” do jasnego oświadczenia politycznego już nie w tonie liberalnym. Najważniejszym stało się odbudowanie państwa. W interesie zakładu 20 kwietnia 1918 roku powstała spółka jawna, której założycielami zostali: Carl Goldammer i jego syn Carl Friedrich. 4 czerwca nowy współwłaściciel poślubił córkę restauratora Johannę Kunze. Z małżeństwa tego urodziły się dwie córki i syn. 1 kwietnia 1920 roku sześćdziesięcioletni założyciel firmy przeszedł na emeryturę, a od tego czasu zakładem zarządzał syn. Nowy szef szybko stanął przed nowym wyzwaniem. Zbliżała się inflacja. Powoli, ale systematycznie rosła cena dolara, co pociągało równoczesny wzrost cen wszystkich innych towarów i usług. Najsmutniejszym rozdziałem w historii Tageblatt był rok 1923. Wskutek zubożenia ludności spadła sprzedawalność gazety, gdyż jeden numer czytało pięć, a nawet więcej rodzin. Zmniejszyła się też znacząco ilość zlecanych reklam i ogłoszeń. Nawet duże pieniądze nie wystarczały na zapłatę wynagrodzenia. Aby uratować rodzinną tradycję młody właściciel odwiedzał po kolei kolejne zakłady, składając ofertę druku zakładowych pieniędzy inflacyjnych, będących lokalnym środkiem płatniczym.

Zecernia, 1924 rok.Doskonałą ilustracją postępującej inflacji w drugiej połowie 1923 roku była cena abonamentu „Laubaner Tageblatt”, dla porównania w pierwszej pozycji cena ze stycznia: styczeń  600 RM, czerwiec (16-31) 12.000 RM, październik (1-7) 10.000.000 RM, listopad (5-11) 8.000.000.000 RM Cały obraz galopującej inflacji dopełnia wysokość średniej płacy tygodniowej w analogicznym okresie: styczeń 18.000 RM, czerwiec 650.000 RM, październik 134.400.000.000 RM, listopad 7.425.000.000.000 RM. W tym czasie firma Goldammera otrzymywała lukratywne propozycje ze strony partii politycznych, w tym narodowosocjalistycznej, aby kreować ich polityczne pomysły, jednak Carl Friedrich realizując linię apolityczności swojego ojca nie uległ pokusom, czym spędzał przysłowiowy sen z powiek lokalnych działaczy raczkującej NSDAP, a i nie miał dobrych notowań u lubańskich fabrykantów popierających narodowy socjalizm. Pod groźbą surowych restrykcji Carl Friedrich Goldammer musiał opuścić Lubań. W tym czasie firmę prowadziła jego siostra Olga Bahro-Goldammer. W najtrudniejszym dla drukarni czasie nakład gazety spadł do 2800 egz. W końcu listopada rozpoczęła się stabilizacja niemieckiego rynku pieniężnego, co wpłynęło na po- lepszenie kondycji zakładu.

Hala składu, 1924 rok.Kiedy młody właściciel zorientował się, że w ciągu roku może odzyskać ok. 3000 abonentów gazety, zdecydował się na modernizację parku maszynowego. Zakupiono Presse-Radio, które to urządzenie pozwalało na szybkie otrzymywanie nowinek informacyjnych z całego świata i równoczesne publikowanie ich na bieżąco. Z czasem zamontowano nowsze urządzenie rejestrujące. Zakupiono nową maszynę podającą i zmodernizowano maszynę rotacyjną, co pozwoliło od 1 sierpnia 1924 roku zwiększyć rozmiar gazety do formatu berlińskiego. W tym samym czasie wykonano nową, niezależną instalację elektryczną napędzaną turbogeneratorem parowym.

27 maja 1925 roku, po krótkiej chorobie, zmarł Carl Valentin Goldammer. Był niezwykle ceniony przez pracowników. Wprawdzie nie pracował od pięciu lat, jednak zachodził do zakładu i był dla pracowników jak ojciec. Przy tej okazji należy wymienić wszystkich dyrektorów generalnych „Laubaner Tageblatt”, z którymi współpracował założyciel najbardziej znanej lubańskiej drukarni. Pierwszym był Wilhelm Meisner (1889-1896), następnie Johannes Trappe (1886-1901), po nim zarząd nad redakcją przejął Hermann Hübner (1901-1906). W latach 1906-1914 zespołowi przewodniczył Karl Göbel, którego do 1919 roku zastąpił Georg Hartmann. Ostatnim był Paul Lange, który pełnił tę funkcję do końca II wojny światowej.

Zgodnie ze starą zasadą rynku pojawiła się również konkurencja w postaci „Laubaner Neuesten Nachrichten”. Dla młodego wydawcy Carla Friedricha Goldammera był to powód, aby zwiększyć rozmiar codziennej pracy w celu poprawy jakości materiału i samej treści. Wprowadzono też nowe rubryki. W 1925 roku jako dodatek do gazety codziennej pojawił się „Heidebote”, przeznaczony głównie dla mieszkańców Czerwonej Wody i Węglińca, jednak życzliwie przyjęty przez wszystkich czytelników.

Reklama na kołach przed uroczystym pochodem ulicami Lubania.Chęć przyciągnięcia czytelników spowodowała włączenie do „Laubaner Tageblatt” poczytnych suplementów: „Sport i gimnastyka” w poniedziałki, „Matka i dzieci - szkoła życia” we wtorki, „Dla naszych kobiet” w środę oraz „Dom, sad i ogród” w czwartek. Tym sposobem w 1927 roku liczba odbiorców zwiększyła się do 7.300. Dostawa codziennej prasy została zorganizowana do każdego, nawet najdalszego odbiorcy na terenie powiatu. Uruchomiono dodatkowe punkty sprzedaży i lokalnej dystrybucji. Postawiono na punktualność. Dwa czarne samochody dostawcze codziennie dowoziły 4.000 egzemplarzy do najodleglejszych zakątków, blisko drugie tyle sprzedawano w Lubaniu. Carl Friedrich Goldammer oprócz bieżących obowiązków w zakładzie zmuszony był sprostać wyzwaniom galopującej inflacji, co wiązało się z koniecznością postawienia na nowinki techniczne. Druk w nowej technologii offsetowej wymusił rozbudowę starego zakładu. W 1927 roku uruchomiono dwa nowe stanowiska do tego druku, co pozwoliło wejść na rynek niemiecki i gwarantowało obsługę największych browarów i szybki rozkwit firmy.

Potwierdzeniem silnej pozycji lubańskiej drukarni były zapisy w książce „Die Preussische Oberlausitz”, wydanej w 1927 roku przez Deutschen Komunal-Verlag w Berlinie, gdzie na stronach 302-306 znajduje się dokładne sprawozdanie z osiągnięć i pozycji drukarni Goldammera na rynku niemieckim. Czytamy, że w 1890 roku zakład zatrudniał 40 pracowników, a w roku 1927 - 115. Dobrym odzwierciedleniem rozwoju i wielkości drukarni jest stan parku maszynowego. W 1890 roku pracowano na 6 maszynach o napędzie parowym, kiedy w roku 1927 było ich 50.

Rok 1927 - czas rozkwitu firmy, stał się też okresem żałoby w drukarni i Lubaniu. 24 maja zmarł założyciel drukarni Carl Goldammer senior, pozostawiając firmę w pewnych rękach żony i syna Carla Friedricha. Zima 1928/29 zapisała się 37 stopniami mrozu i zaspami, które kierowca Max Stahr upamiętnił na fotografii z okolic Platerówki. Zdjęcie to znalazło się w bieżącym numerze za sprawą nowej techniki w zakładzie. W tekście znajdą Państwo zdjęcie innego kierowcy - Rosjata. Idąc z postępem, w gazecie powstał dział reprodukcji z wykorzystaniem klisz fotograficznych. W ten sposób po raz kolejny Goldammerowie zainwestowali w kolejną nowinkę techniczną. Tym sposobem wczorajsze zdjęcie już dzisiaj schodziło z maszyny zdobiąc kolejny numer „Laubaner Tageblatt”.

Rok 1930 był czasem okrągłego jubileuszu 50-lecia flagowego, poza tkalniami, lubańskiego zakładu. Do jubileuszowej edycji z maszyn zakładu schodziło dziennie blisko 8.000 egzemplarzy, co zważywszy, że dwa inne lubańskie dzienniki mocno naciskały, stanowiło niemały sukces. Wszystko dzięki wyprzedzaniu o krok konkurencji w zakresie nowinek technicznych, zarządzania i marketingu.

Carl Friedrich Goldammer był zapalonym fotografikiem i amatorem filmowania. Posiadał najnowszą kamerę 35 mm, którą nakręcał nie tylko rodzinne spotkania i uroczystości, ale także istotne wydarzenia z terenu powiatu lubańskiego. Była duża ciężka i nieporęczna, z dużą rolką filmu u góry, napędzana korbą, co utrudniało filmowanie, a często stwarzało zagrożenie, jak podczas rejestrowania powodzi w 1926 roku. Rolki z filmami przechowywane były w domu w pancernej szafie. W celu zapewnienia trwałości klisz w pojemnikach znajdowały się tabletki kamfory. Kiedy w 1945 roku Polacy odkryli sejf, nie bacząc na wyjaśnienia woźnego Bruno Hergesella i nie mogąc go otworzyć, spodziewając się kosztowności wysadzili drzwi i całe archiwum rodzinne, firmy i lokalnego dziedzictwa w jednej chwili uległo zniszczeniu. Zachowała sie tylko jedna klisza ze zdjęciami z lat 1938-1944 u krewnych w Weimarze. Najstarsza córka Carla Friedricha Goldammera - Hannelotte Sieglitz już w latach siedemdziesiątych zdygitalizowała jedyną pamiątkę rodzinną. Dzisiaj już wiemy, że zachował się jeszcze album rodzinny, z unikalnymi zdjęciami, będący w posiadaniu lubańskiego kolekcjonera Janusza Kulczyckiego.

Z okazji 50-tej rocznicy istnienia firmy pomyślano o przygotowaniu filmu z obchodów, z założeniem pokazania go w Laubaner „Welt-Theater”. Równocześnie powstała 60-stronicowe wydanie pamiątkowe oraz 56-stronicowe wydanie specjalne flagowej „Laubaner Tageblatt”. Oczywiście oba wydrukowane w technice offsetowej. Do redakcji napłynęły liczne listy gratulacyjne, w tym od Prezydenta Rządu i Ministra Rzeszy. Wszystkie listy pochwalne znalazły sie we wspomnianym wcześniej wydaniu specjalnym i jubileuszowej edycji z 16 listopada 1930 roku. Dzień wcześniej Lubań obchodził święto gazety. Była parada wozów służbowych i wozów reklamowych, w miejskim kinie zorganizowano dwa bezpłatne seanse filmowe, które cieszyły się takim powodzeniem, że wyświetlano je przez kolejne kilka dni.

Strona Laubaner TageblattTen wspaniały klimat trwał do 30 stycznia 1933 roku, kiedy to władzę w Niemczech przejęła partia nazistowska. Zgodnie ze swoją doktryną chciała rządzić samodzielnie, narzucając prasie sposób jej kreowania i ograniczając drastycznie wolność słowa. NSDAP oczekiwała, że liberalny „Laubaner Tageblatt” podąży śladem innych gazet. Zresztą wsparła lokalnego rywala – „Laubaner Neueste Nachrichten”, który sprzymierzył się ze zgorzeleckim „Oberlausitzer Tagepost”. Niebezpieczeństwo polegało na tym, że w nowej wersji znalazły się wiadomości z miasta i powiatu lubańskiego. Mariaż ten nie trwał jednak długo, gdyż zachłanność działaczy partyjnych doprowadziła gazetę do zaprzestania publikacji na rynku. Wcześniej Carl Friedrich Goldammer ostro zaatakował partię za jednostronne i niesprawiedliwe metody rynkowe, co spowodowało restrykcje wobec wydawcy. Pozbawiono go długoletniej prezesury w lubańskim ADAC (Niemiecki Klub Motorowy), wyrzucono z klubu tenisowego odbierając jednocześnie dwa korty tenisowe, a nawet grożono morderstwem. Eskalacja gróźb narastała, kiedy pewnego marcowego ranka 1935 roku w domu Carla Friedricaha Goldammera pojawiło się gestapo. Został przewieziony samolotem do Berlina, gdzie spotkał się z Ministrem Propagandy Rzeszy Dr Goebelsem, SS-Gruppenführerem Dr. Dietrichem. Wyrok jaki otrzymał był przerażający - natychmiastowe haniebne wydalenie z Izby Prasowej Rzeszy, konfiskata mienia i zakaz zamieszkania w promieniu mniejszym niż 15 km od Lubania. Odwet nazistów wymazał otwarty dom Goldammerów z życia towarzyskiego. Nawiasem mówiąc, już w powojennych Niemczech Carl Friedrich Goldammer został z tego tytułu oficjalnie uznany za ofiarę faszyzmu z odszkodowaniem i emeryturą.

Na „polu bitwy” pozostała siostra właściciela, pani Olga Bahro-Goldammer - komandytariusz drukarni. Teraz na jej barkach spoczęła potrzeba utrzymania firmy i rodziny, a także przekonania czytelników do niezmiennego „Laubaner Tageblatt”. Udało się jej, pomimo dużych oporów nazistów, uzyskać zgodę Izby Prasowej Rzeszy na kontynuację pracy brata. Niestety stało się to pod pewnymi warunkami i odtąd aby zachować elementy liberalne, musiała przystać na publikowanie propagandy partyjnej.

Powoli, ale systematycznie zaczął rosnąć nakład i w kolejnych latach osiągnął ponownie poziom 8.000 czytelników. Wyrzucony z Lubania Carl F. Goldammer utrzymywał kontakty zawodowe i towarzyskie dzięki założonej w Magdeburgu spółce dystrybucyjnej na teren Rzeszy. Centralna lokalizacja i wcześniejsze kontakty pozwalały na rozwój biura i pomoc siostrze. Wszystkie działania marketingowe zatrzymał wybuch wojny. 24 sierpnia 1939 roku otrzymał powołanie do Wermachtu i jako prosty żołnierz odbył kampanię polską. W wyniku urazu i niedyspozycji zdrowotnej powrócił do Magdeburga i zajął się tym co umiał najlepiej...

Wojna spowodowała bolesne braki w pracownikach drukarni. Spadał nakład, gdyż piętrzyły się trudności zaopatrzeniowe. Podobnie jak podczas I wojny światowej, sukcesywnie unieruchamiano kolejne maszyny. Nakład musiał ukazywać się do końca każdego dnia, z czego wiele setek egzemplarzy trafiało do żołnierzy na pobliski front. Oczywiście kosztem mieszkańców.

Kiedy front zbliżył się do Lubania „Laubaner Tageblatt” musiał dalej regularnie ukazywać się. Napływające sprzeczne komunikaty, przenoszone następnie do druku często dezorientowały czytelników. Nie można było czekać z drukiem, ponieważ gazeta ukazywała się „na rozkaz”. Najświeższe informacje mieszkańcy zdobywali w samej drukarni, gdyż miała stałą łączność telegraficzną listową i kurierską. Kiedy w wyniku działań wojennych Rosjanie bliscy byli zajęcia miasta, pani Bahro z pomocą kilku pracowników powołanych do Volkssturmu zabezpieczała przed zniszczeniem telegraf, dokumenty firmy, kompletne roczniki gazety. Maszyny pozostawiono na swoim miejscu, jedynie je konserwując w nadziei szybkiego powrotu po ewakuacji. Powrotu, który nie nastąpił.

Trwająca wojna boleśnie odbiła sie na liczebności i fachowości załogi. Drastycznie ograniczono nakłady głównie z powodu trudności z pozyskaniem papieru. Podobnie jak podczas I wojny światowej unieruchamiano część parku maszynowego, który zakonserwowany czekał na lepsze jutro. Jedynie „Laubaner Tageblatt” musiał pojawiać się do ostatnich dni. Nakład w ilości kilkuset egzemplarzy wysyłany był do żołnierzy walczących na pobliskim froncie, stanowiąc z racji zawartych wiadomości swoisty pomost z domem i bliskimi. Szybko przyszedł rok 1945 i fatalny koniec. Lubań znalazł sie w bezpośredniej strefie walk. Kobiety i dzieci musiały opuścić miasto. Oczywiście, nakazem władz, gazeta miała obowiązek pojawiać się w miarę regularnie, aby nie wprowadzać niepokoju pośród pozostałych mieszkańców.

Napływały sprzeczne komunikaty, odgłos walk jednego dnia nasilał się, aby następnego przycichnąć. Naloty radzieckich samolotów stały się codziennością. Decyzją komendanta miasta oczyszczono z ludności przylegające wioski, których mieszkańcy nie kończącymi się kolumnami, jedni pieszo inni na wozach, przemieszczali sie na zachód. Siedziba wydawnictwa oblegana była przez mieszkańców w oczekiwaniu na pomyślne wieści. Niestety władze dbały o „właściwy” przepływ informacji, wydając gazetę na rozkaz. W tętniącej wcześniej życiem i pracą firmie wyludniły sie hale maszyn i korytarze, a zdolność pozyskiwania za pomocą teleksu nowych informacji została ograniczona cenzurą. Z powodu podejścia Rosjan w bezpośrednie sąsiedztwo miasta w zasadzie zaprzestano rozprowadzania gazety na terenie powiatu, natomiast mieszkańcy Lubania zostali poinformowani, że „Laubaner Tageblatt” ukazuje sie nadal, ale po odbiór numerów należy zgłaszać sie w biurze. Oczywiście każdy kolejny numer ograniczony był do dwóch stron.

W najbliższych tygodniach bezpośrednie walki zniszczyły miasto blisko w 80 proc. 1 marca Generał Schörner podjął decyzję o kontrataku w kierunku na Lubań Śląski. Zaskoczone oddziały radzieckiej 3. Armii Pancernej Gwardii zostały wyparte z miasta. Goebbels był wniebowzięty. 8 marca z fotografami z Ministerstwa Propagandy wybrał się do Zgorzelca, gdzie spotkał się z Schörnerem. Razem pojechali do Lubania, by wygłosić przemówienie w czasie parady oddziałów Wehrmachtu, Volkssturmu i Hitlerjugend. Goebbels przed kamerami wręczył Krzyże Żelazne kilku członkom Hitlerjugend, a potem obejrzał zniszczone w czasie operacji czołgi.

Pani Bahro-Goldammer skorzystała z okazji i powróciła, aby zaopiekować się majątkiem firmy. Drukarnia przeżyła ciężkie walki. Budynek częściowo pozbawiony był dachu, drzwi i okna szeroko otwarte, częściowo zniszczone, w środku panował wielki bałagan. Z pomocą kilku pracowników służących w Volkssturmie zabezpieczyła kolekcję roczników wydawanej przez 65 lat gazety, a także dokumenty finansowe, biznesowe i rzecz bezcenną - telegraf. Równocześnie zabezpieczając budynek zadbano o przywrócenie do użytkowania podstawowe maszyny.

Liczono na rychły pełny powrót i normalną pracę. W nocy z 8 na 9 maja 1945 roku ucichły strzały, zakończyła się wojna. Zaczęła się ewakuacja pozostałej ludności Śląska. Rosyjski dowódca za karę, że Lubań był broniony przez partyzantów (czyt. Volkssturm) nakazał bezzwłoczne opuszczenie miasta i zezwolił przez 3 dni (14-16 maja) na plądrowanie domów i zakładów. Oczywiście grabieże nie ominęły również drukarni. Kiedy pani Bahro-Goldammer powróciła ponownie do Lubania zastała drukarnię w stanie dużo gorszym niż po „wyzwoleniu” w marcu. Powróciła z wiernymi pracownikami. Nie udało sie to Carlowi Friedrichowi Goldammerowi, który potrzebował tygodnia na dotarcie z Cuxhaven do Zgorzelca, niestety w tym czasie przekraczanie Nysy zostało zablokowane i faktyczny właściciel drukarni musiał się z tym pogodzić.

Wszystko, co było w szafkach, zostało wyrwane i rozrzucone na podłodze, cenne przedmioty zostały splądrowane. Nie było światła i wody, wszystkie okna były wybite, po podłodze mieszał się gruz z czcionkami - sortowanie było niemożliwe. A jednak udało sie grupce pracowników zabezpieczyć zakład, pomimo nieprzychylnego deszczowego początku lata 1945 roku.

Wraz z powołaniem nowych władz powiatowych pojawiły się nowe zadania postawione przed drukarnią. Reglamentacja żywności wymusiła druk kartek i niezbędnych druków. Maszyny napędzano ręcznie. Od połowy czerwca drukowano również katalogi i druki dla komendantury radzieckiej. Uratowało to maszyny przed wywozem na wschód, w czym spory udział miała Olga Bahro-Goldammer.

Wcześniej, 1 czerwca, polskie wojsko skonfiskowało drukarnię. Zamiast „Laubaner Tageblatt” rozpoczęto druk polskiej gazetki „Na Straży”. Od początku września 1945 roku ruszył druk z polskimi nazwami ulic, sklepów i zakładów. Fakt ten był bolesny dla pozostałej załogi niemieckiej. Tym bardziej, że powoli pojawiali się w drukarni polscy pracownicy, którzy zamieszkali na piętrze rodzinnego domu Goldammerów. Teraz to oni byli w posiadaniu kluczy, a właścicielka została usunięta z budynku.

Czasy były niespokojne, wręcz niebezpieczne. Rabunki, kradzieże i stała niepewność pozostałych Niemców. We wrześniu w drukarni zatrudniony został Polak na stanowisku dyrektora technicznego. Od tego czasu drukowano już wyłącznie w języku polskim. Przed budynkiem stanęli polscy strażnicy, niemiecko brzmiące napisy zostały zamalowane, a na maszcie powiewała polska flaga.

Polskie wojsko wycofało się z drukarni jesienią 1945 roku, zakład początkowo znacjonalizowano, a następnie utworzono przedsiębiorstwo państwowe z nowym dyrektorem. U niemieckich członków załogi wzbudzało to wszystko ogromne emocje. Nie trwało to długo, gdyż w 1946 roku wszyscy Niemcy, poza specjalistami nie do zastąpienia, zostali zmuszeni do opuszczenia Śląska i wyjechania na zachód. Najtrudniej było opuszczać Lubań Oldze Bahro-Goldammer. Wyjechała z jedną walizką w ręku, mimo że sumiennie prowadziła zakład, ratując go przed zniszczeniem. Nie była już świadkiem wywozu cennych maszyn do Warszawy w 1947 roku.

Carl Friedrich Goldammer nie mogąc przedostać sie do rodzinnego Lubania powrócił do miejscowości Bentwisch, niedaleko Cuxhaven. Zamieszkał na farmie swojej najstarszej córki Hannelotte. Wcześniej znalazły sie tam obie młodsze córki: Johanna i Rosmarie. Syn Carl Wolfgang, który służył w marynarce, po zawinięciu do Flensburgu odszedł z marynarki wojennej i po kilku przygodach odważył sie na ryzykowny rejs po Łabie do Bentwisch. W ten sposób rodzina ponownie zjednoczyła się. Sukces „Laubaner Tageblatt” miał swój ciąg dalszy. Wydawano go już w Niemczech dla wysiedlonych z powiatu lubańskiego. Pomysł szybko się rozrósł, kiedy dyrektor Sparkasse Georg Büchler odtworzył listę wysiedlonych z powiatu bolesławieckiego. Efektem spotkania z Goldammerami stał się do dzisiaj wydawany „Bunzlauer Heimatzeitung”.

Na początku 1954 roku Carl Friedrich Goldammer został sparaliżowany, co ograniczyło jego możliwość poruszania się. Pomimo wysiłków syna Carla Wolfganga stan zdrowia niewiele sie polepszał, a ojciec wymagał stałej opieki. W Wielkanoc 1959 roku doznał pierwszego udaru, który go częściowo sparaliżował. Drugiego udaru już nie przeżył i zmarł 21 lipca 1959 roku w wieku 66 lat.

W ten sposób funkcjonujący w Niemczech nowy zakład przeszedł w ręce jego syna Carla Wolfganga. Wysokie koszty leczenia ojca nie przeszkodziły mu na odważne wzięcie dużego kredytu bankowego. Miał wsparcie w żonie Linie, co zaowocowało nie tylko rozbudową zakładu, ale także drukiem kolejnych czterech gazet regionalnych („Friedländer Heimatbrief”, „Breslauer Kreisblatt”, „Grottkau-Falkenberger Heimatblatt” i „Guhrauer Kreiszeitung”). Zadbał również o poszerzenie grona współpracowników i korespondentów, co pozwoliło od lutego 1955 roku na wydawanie comiesięcznych numerów.

Kiedy firma Goldammera zawiesiła czasowo działalność, wszystkie tytuły drukowane były w drukarniach zagranicznych. Nie trwało to długo, kiedy Carl Wolfgang Goldammer w listopadzie 1960 roku kupił w północnej dzielnicy miejscowości Scheinfeld pomieszczenia po byłej drukarni Weltza przy Schwarzenbergerstrasse. Rozpoczęła się trzecia odsłona rodzinnej sagi - już z daleka od Lubania.

Budynek był w nie najlepszym stanie, do tego doszedł dość wysoki koszt dzierżawy (10.000,- DM), maszyny i inwestycje towarzyszące pochłonęły ponad 60.000 DM, uzupełnieniem była pożyczka redakcji Heimatblatt. Opinia obiegowa, że przesiedleńcy w Niemczech mogli otrzymywać wystarczającą ilość pieniędzy na własną firmę nie była prawdą, przykładem oczywiście była firma Goldammera. Miejscowy bank nie udzielił kredytu budowlanego, co zmuszało do finansowania budowy z bieżących zysków drukarni. Od 1961 roku ruszyła produkcja na własnych maszynach z początkową kadrą 6 osób.

Goldammerowie rodzili się jako drukarze i umierali jako drukarze, tworząc lokalną historię. Drukarnia w Niemczech funkcjonuje do dzisiaj, a budynek byłej lubańskiej drukarni nadal istnieje. Zmienił jednak swoje przeznaczenie, ale jak wspomniałem pozostała historia, z którą się nie dyskutuje, i którą trzeba szanować.

Zbigniew Madurowicz, opublikowane w Ziemia Lubańska Nr 10,12 i 14 2013r.