Ignacy ŁukasiewiczIgnacy Łukasiewicz, aptekarz, wynalazca i społecznik - ten, który rozświetlił Polskę. Będąc aktywnym członkiem Stowarzyszenia Miłośników Górnych Łużyc, który jest też aptekarzem z zawodu - postanowiłem „przemycić” Państwu tekst historyczny nie dotyczący wydarzeń lokalnych. Poniższy artykuł został oparty na wygłoszonym przeze mnie wykładzie na forum wrocławskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, w którym przewodniczę Komisji Historycznej.

Ignacy Łukasiewicz urodził się w 1822 roku w Zadusznikach nad Wisłą jako syn Józefa i Apolonii z kniaziów Świętopełków. Rodzice utrzymywali się z dzierżawy wsi, która jednak nie przynosiła wielkich dochodów. Pierwsze nauki pobierał w Rzeszowie w miejscowym gimnazjum. Z powodów finansowych wykształcenie chłopca pochodzącego z wielodzietnej rodziny skończyło się na czwartej klasie. Zastanawiając się nad najodpowiedniejszym dla syna zawodzie, rodzice postanowili oddać Ignacego na praktykę do apteki, tym bardziej, że zaliczone cztery klasy wystarczały do startu w nowym zawodzie. Oddano go więc do aptekarza w Łańcucie, a praktyki dokończył w Rzeszowie. Łukasiewicz przykładał się do swojego pięknego zawodu, a równocześnie starał się też służyć sprawie narodowej. Szybko dał się wciągnąć do tajnej organizacji patriotycznej, jakich wówczas dużo było na terenie Galicji i wszedł w zażyły stosunek z Teofilem Wiśniewskim, który zginął na szubienicy w 1848 roku we Lwowie. Władze austriackie wpadły szybko na trop organizacji i w 1846 roku Łukasiewicz został aresztowany. Pomimo srogich przesłuchań konsekwentnie milczał. Dwa lata przebywał w słynnym lwowskim więzieniu u „Karmelitów” nieczuły na drastyczne traktowanie. Opuścił więzienie, gdy dla Europy zaświeciło słońce wolności. Powróciwszy do normalnego trybu życia postanowił się fachowo wykształcić w obranym wcześniej zawodzie.

W 1850 roku wyjeżdża do Krakowa na jednoroczny kurs farmaceutyczny. Celem pogłębienia studiów farmaceutycznych przenosi się na uniwersytet wiedeński, gdzie na wydziale medyczno-chirurgicznym uzyskuje w roku 1852 tytuł magistra farmacji po przedstawieniu pracy „Baryta et Anilinum”. Z Wiednia przenosi się do Lwowa do znanej apteki Mikolascha. Życie Ignacego potoczyłoby się w niezmącony sposób, gdyby nie przypadek, który kazał mu porzucić skromny zawód aptekarza i poświęcić się celom bardziej donioślejszym. Łukasiewicz z aptekarza przekształcił się w nafciarza. Pewnego razu, gdy Łukasiewicz był zajęty swoimi zwykłymi aptecznymi obowiązkami, zgłosił się do apteki Mikolascha pewien Żyd z okolic Borysławia, nazwiskiem Schreiner. Zauważył on, że tamtejsi chłopi gotują w dużych naczyniach ropę naftową w celu jej zagęszczenia, co czyniło ją bardziej przydatną do smarowania wozów. Podczas gotowania zbierał się na pokrywce naczynia żółtawy płyn, co nasunęło szynkarzowi myśl, czy nie można by przypadkiem otrzymać z niego wódki. Przyniósł więc próbkę tego płynu i ropy do apteki z prośbą o radę. Łukasiewicz postanowił zająć się destylacją. Wspólnie ze swoim kolegą Janem Zechem, również prowizorem farmacji, rozpoczął doświadczenia nad destylacją oleju skalnego. Z pierwszej lwowskiej destylarni wyszła w końcu nafta, płyn jeszcze żółty, nierektyfikowany, ale palny i nadający się do oświetlenia. Teraz trzeba było tylko wynaleźć odpowiednią lampę. Po wielu próbach, prowadzonych wspólnie z blacharzem Bratkowskim i po licznych eksplozjach uzyskał wreszcie odpowiedni model. Lampa kształtem podobna była do lamp oliwnych, lecz posiadała zbiornik z grubej blachy w celu ochrony przed ewentualnym wybuchem. Do niego też przymocowano sporządzone z miki szkiełko.

Zmaterializowany pomysł wymagał mecenasów i pieniędzy, a także znalezienia odbiorców na nowy rodzaj oświetlenia. Łukasiewicz chodził od instytucji do instytucji, obawy przed eksplozją brały jednak górę. Ostatecznie zarząd szpitala powszechnego we Lwowie zdecydował się jako pierwszy wprowadzić oświetlenie naftowe. Nie bez znaczenia była pomoc wspomnianego wcześniej Żyda Schreinera, który dostarczył kapitału na budowę aparatów destylacyjnych. W marcu 1853 roku doszła do skutku pierwsza transakcja finansowa Łukasiewicza, a mianowicie sprzedaż wspomnianemu szpitalowi pierwszej partii nafty. Lody zostały przełamane i 31 lipca zapłonęły jego lampy, świeciła się też jego nafta. Fakt ten stał się wydarzeniem dnia.

Początkowo Łukasiewicz nie rozstawał się z aptekarstwem, stale doskonaląc swój wynalazek. Kiedy dowiedział się z gazet, że właściciel Kobylanki koło Gorlic, książę Jabłonowski zamierza wyrabiać z ropy asfalt wziął w dzierżawę miejscową aptekę i podjął z nim współpracę. Niebawem przeniósł się do Jasła i w pobliskiej wsi Ulaszowice założył destylarnię. Tam też poznaje miejscowego właściciela ziemskiego Tytusa Trzeciewskiego. Ponieważ szlachcic posiadał na swoich polach źródełka naftowe, Łukasiewicz podsunął mu myśl kopania głębiej w miejscach gdzie tryskała ropa. Już pierwsza próba powiodła się znakomicie. Studnię ochrzczono „Wojciech”. Nafta zaczęła płynąć strumieniami znajdując chętnych odbiorców, a w ślad za nią pieniądze.

Pierwsze kopalnie ropy nie przypominały w niczym dzisiejszych szybów naftowych. Były to studnie, głębokie na 40-50 metrów o brzegach umocnionych chrustem i deskami. Olej ziemny przesiąkający przez ściany i zbierający się na spodzie kopalni początkowo wydobywano konwiami, a później prymitywnymi pompami. Niebawem nawiedziło Łukasiewicza prawdziwe nieszczęście. Destylarnia, którą z takim zapałem wybudował, spaliła się w całości. Spłonęło urządzenie i zgromadzone zapasy. Nie załamało to jednak wynalazcy i niebawem w Polance stanęła nowa destylarnia, do której ropę z kopalni w Bóbrce zwożono wozami i saniami drogą specjalnie wybudowaną przez Łukasiewicza. Gotowy destylat, za pośrednictwem spedytora w Tarnowie, trafiał koleją na zachód. Korzystając z pomocy swoich współpracowników, w tym Jabłońskiego, stale doskonalił technikę wiercenia. Innowacją było wprowadzenie tzw. kanadyjskiego sposobu wiercenia przez osadzenie świdra na długich żerdziach. Łukasiewicz, wynalazca i inicjator, był w tym szczęśliwym położeniu, że za życia oglądał wyniki swojej pracy.

W 1873 roku na wystawie w Wiedniu otrzymał złoty medal za zasługi w rozwoju przemysłu naftowego. W cztery lata później odbyła się we Lwowie wielka wystawa krajowa i oczywiście nie zabrakło pawilonu naftowego. Wynikiem wystawy i wrażenia jakie eksponaty Łukasiewicza zrobiły, było przyznanie Ignacemu w 1878 roku orderu Żelaznej Korony III klasy. W tym samym roku, na 25-lecie jego pracy na polu przemysłu naftowego, wręczono mu wybity na jego cześć złoty medal wraz z pamiątkowym albumem. Łukasiewiczowi, wynalazcy i organizatorowi, wspaniale sekundował Łukasiewicz-obywatel i Łukasiewicz-człowiek. Odegrał on tak wielką rolę w życiu obywatelskim i politycznym swojego powiatu, iż stał się niemal opatrznością tego zakątka Polski. Również na szerszej arenie politycznej nie był tylko pionkiem. Gdy w 1866 roku odbyły się pierwsze wybory do sejmu, Łukasiewicz znalazł się w parlamencie. Wprawdzie jako poseł nie odznaczył się wielkimi wystąpieniami, nie zbierał okazjonalnych oklasków, ale jako cichy, skromny i pracowity parlamentarzysta oddał poważne zasługi dla kraju.

Mając demokratyczne przekonania, pomimo szlacheckiego pochodzenia, przystąpił do klubu demokratycznej lewicy sejmowej, którego prezesem był znany działacz i późniejszy przyjaciel Łukasiewicza – Teofil Merunowicz. Łukasiewicz nie wsłuchiwał się jednak bezkrytycznie w orientację narzuconą przez klub. Każdą sprawę, za którą miał głosować, badał dokładnie i postępował zgodnie z własnym sumieniem. Ze szczególną gorliwością poświęcił się kwestii rozwoju polskiego przemysłu naftowego. Brakowało wówczas uregulowań prawnych i administracyjnych, a tym samym kwestia rozwoju tej dziedziny była poważnie zagrożona konkurencją amerykańską. Ropa wydobywana za oceanem posiadała znacznie niższą cenę. Cenę galicyjskiej ropy podrażał dodatkowo drogi transport kolejowy.

Jako przewodniczący komisji naftowej w sejmie, przygotowywał wszystkie wnioski i projekty, które później trafiały do Wiednia. Największą batalię stoczyli „nafciarze” z Łukasiewiczem na czele z powodu ustawy górniczej z 25 maja 1854 roku, w myśl której wszystkie tzw. „ziemne żywice”, w tym olej skalny, należały do minerałów stanowiących własność państwową. Polscy nafciarze czuli się poważnie zagrożeni i raz po razie słali petycje do Wiednia, domagając się zmiany wywłaszczeniowych postanowień. To samo stanowisko prezentował sejm krajowy, żądając stanowczo zniesienia niebezpiecznej ustawy. Oczywiście Łukasiewicz był duszą tego projektu i stałym jego orędownikiem w wiedeńskich urzędach.

Pierwsza lampa naftowaWszystko potoczyło się dobrze i 22 stycznia 1862 roku ukazało się rozporządzenie cesarskie, na podstawie którego wosk ziemny i olej skalny przeznaczony do oświetlenia wyłączono ze wspomnianej ustawy. Łukasiewicz jako poseł gorliwie interesował się wszystkimi objawami życia politycznego. Nigdy nie głosował bez przygotowania i wnikliwego poznania danej sprawy. Będąc gorącym katolikiem ufundował w połowie kościół w Żręcinie, a wszystkie galicyjskie klasztory zaopatrywał bezpłatnie w naftę. Potrafił jednak zachować umiarkowany liberalizm i kiedy sejm galicyjski próbował przeznaczyć 10.000 złotych na bursę Zmartwychwstańców we Lwowie, sprzeciwił się energicznie wydawaniu funduszy publicznych na taki cel!

Był też Łukasiewicz opiekunem swojego powiatu. Odbudował i utwardził drogi oraz mosty. Często widząc potrzebę szybkiej inwestycji potrafił udzielać Wydziałowi Powiatowemu w Krośnie osobistych pożyczek długoterminowych, nie licząc na procenty. Wielką jego troską były szkoły w powiecie. Doskonale zdawał sobie sprawę z konieczności wytępienia analfabetyzmu. Za jego staraniem powstawały szybko nowe wiejskie szkółki. Sam zresztą, za namową żony, Honoraty ze Stacherskich, utworzył z własnych pieniędzy szkołę koronkarską dla dziewcząt w Chorkówce.

W roku 1866 zakłada przy swoich kopalniach i przetwórniach nafty kasę zapomogową. Od każdego zarobionego guldena robotnicy składali trzy centy na rzecz bratniej pomocy, a za to w razie choroby korzystali z pomocy lekarskiej, lekarstw i przez czas choroby otrzymywali dwadzieścia centów dziennie. Istniało też ubezpieczenie na starość po przepracowaniu dwudziestu lat. Model ten świetnie funkcjonował, aż do śmierci pomysłodawcy. Klęską ówczesnych chłopów była lichwa doprowadzająca wieśniaków do ekonomicznej niewoli gdyż większą część swoich zarobków zmuszeni byli oddawać lichwiarzowi. Łukasiewicz i na tę bolączkę znalazł radę zakładając gminne kasy pożyczkowe. Pierwsza taka powstała w Chorkówce. Łukasiewicz sam pilnował rachunków i procedur, zanim nie przysposobił do bankowej pracy odpowiednich ludzi. W szybkim czasie w powiecie krośnieńskim i najbliższej okolicy powstało blisko tysiąc takich kas gminnych, wybawiających ludzi z finansowej niewoli. Nie zapominał Łukasiewicz również o własnym folwarku.

Ten aptekarz i nafciarz prowadził majątek na europejskim poziomie. Jego rasowe bydło, zarodowa owczarnia, sady, pasieki i stawy rybne były prawdziwym wzorem dla sąsiednich ziemian i chłopów. Pewnego razu pokazały się w kopalni nafty w Bóbrce wody lecznicze jodowo-bromowe. Łukasiewicz natychmiast wykorzystał tę sposobność i założył obok kopalni zakład kąpielowy, który funkcjonował do wyczerpania źródeł. Będąc farmaceutą i posiadając pewne wiadomości medyczne, leczył chorych w rodzimej Chorkówce i okolicznych wsiach. W archiwum, które pozostało po Łukasiewiczu, w większości znajdowały się same podziękowania i pokwitowania obdarowanych osób i instytucji. Nie zdarzyło się, aby odprawił kogoś z kwitkiem...

Zbigniew Madurowicz - opublikowane w Ziemia Lubańska Nr 20 • 23.10 – 6.11.2013